niedziela, 3 marca 2013

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY


- W nocy wiele myślałem o zespole,  o sobie, o fanach itp. I podjąłem pewną decyzję. – tu mała przerwa na wdech i wydech. – Odchodzę z zespołu… I wracam do Irlandii…
Chłopaki patrzyli na mnie w osłupieniu, a zaraz potem Zayn wybuchł śmiechem.
- Weź nawet sobie z nas nie żartuj. – zaśmiał się.
- Ale ja wcale nie żartuję. – powiedziałem poważnie.
- Ale czemu ? Dlaczego ? Nie możesz tak. Tak po prostu ? – gadał Liam.
- Li uspokój się. Ja już podjąłem decyzję i jej nie zmienię. – zapewniłem ich. – Ja już mam dość. Nie pasuje do was. Każdy tak myśli, nawet nasi fani, znaczy wasi fani. Na każdym kroku ktoś daje mi do zrozumienia że jestem gorszy i nie pasuję tutaj.– po tych słowach spojrzałem na Hazzę.
- Ale Niall, to są NASI fani. – powiedział Liam, podkreślając słowo „nasi”. Jak na razie Lou z Harrym milczeli. Czyżby nie mieli nic przeciwko co do mojego odejścia.
- Niall ale posłuchaj. One Direction bez Ciebie to już nie będzie One Direction. Zespół przestanie istnieć. Chcesz tego ?  Chcesz zawieść wszystkich fanów ? – próbował mnie przekonać mulat.
- Tak chcę tego. Większość fanów zespołu mnie nie chce w nim. A moi fani zaakceptują moją decyzję. – pozostawałem nieugięty.
- Kurwa. Ja już nie wiem co mam mu powiedzieć. – zaczął krzyczeć Zayn a po chwili wyszedł na taras, zapewne zapalić.
- Ale co się stało ? Czemu tak nagle ? – zapytał już spokojnie Liam.
- To nie jest nagle. Już długo nad tym myślałem. Liam, proszę Cię. Zrozum mnie. Ja już nie mam siły na to wszystko. To dla mnie za dużo. Jestem za słaby na tą całą „sławę”. – powiedziałem chłopakowi.
- A wy chłopaki ? Nie macie mu nic do powiedzenia ? – zwrócił się do Larrego.
- To jego decyzja. – odparł Harry. Taa. Tak jak myślałem, jemu to lata czy tu jestem. Swój wzrok przeniosłem na Louisa, dopiero teraz zobaczyłem łzy w jego oczach.
- Ja .. Nie wiem … Nie wiem co powiedzieć. – zaczął szlochać. – Nie wyobrażam sobie tego. – teraz zwrócił się bezpośrednio do mnie. – Niall, ja wiem że nie byłem idealnym przyjacielem, ale ja się zmienię. Proszę Cię tylko o jedno. Zostań.
No czegoś takiego to ja się nie spodziewałem. Tylko sęk w tym że to nie chodzi o Lou, bo on mi nic nie zrobił. Ja miałem dość Harrego.
- Lou, posłuchaj. Tu nie chodzi o Ciebie. I jesteś dobrym przyjacielem. – uśmiechnąłem się . – Ale ja naprawdę nie zmienię decyzji. Dziś jadę do Paula z nim porozmawiać i jeśli dobrze pójdzie w poniedziałek za tydzień mam samolot.
Nawet nie zauważyłem kiedy Harry opuścił salon. Trudno. Mam go w czterech literach.
- A co z Ash ? – zapytał wchodzący Zayn. – Mówiłeś że to coś poważnego. Chcesz ją teraz tak zostawić ?
- Ona nie zasługuje na mnie . Znajdzie sobie lepszego i przystojniejszego. Umówię się z nią i pogadam. – wytłumaczyłem mu.
- Nie rozumiem Cię człowieku. – powiedział już opanowany czarnowłosy.
- Zdarza się. – odparłem. – A teraz lecę do Paula. To na razie.
Wyszedłem nie czekając na odpowiedź. Powiem szczerze że poszło lepiej niż myślałem. Ale nie mam się z czego cieszyć. Z Paulem będzie gorzej. Wsiadłem do samochodu i wybrałem numer menadżera.
- Cześć Paul. Jesteś u siebie ?
- To będę u Ciebie za jakieś pół godziny, ok ?
- Musimy pogadać.
- Nie. Jadę sam.
- Bo ta sprawa dotyczy tylko mnie.
- Nie, nic nie zrobiłem. – Jeszcze nie- dodałem w myślach.
- Okej, to do zobaczenia.


U Higginsa siedziałem jakieś 3 godziny. Tak jak przewidywałem Paul gdy się dowiedział wybuchł i zaczął na mnie wrzeszczeć, potem zadzwonił po Simona i już razem prawili mi kazanie, że nie po to dawali mi szansę żebym ja teraz ją zmarnował. Ja na to odpowiedziałem że nie wiedziałem że to się tak skończy. Po tej kłótni już spokojnie zapytali czy jestem pewny tej decyzji. Przyznałem że tak. Pożegnałem się z Simonem gdyż z nim nie miałem zamiaru już się widzieć przed wyjazdem i opuściłem biuro Paula. Miałem u niego zjawić się jeszcze jutro z resztą zespołu, aby obgadać sprawy związane z zespołem, co teraz zrobią itp. Ale dziś postanowiłem się już tym nie przejmować. Miałem zamiar umówić się jeszcze z Ash i zadzwonić do mamy aby jej powiedzieć że wracam do domu.

*z perspektywy Ash*

Dzień w szkole minął nawet spokojnie. Nie było większych problemów, a nawet dostałam 4 z angielskiego, co oznacza że będzie nagroda od Nialla. – zaśmiałam się w myślach. W szkole nie pojawiała się dziś Emma z Johnym. Tak jak myślałam. Pewnie wczoraj trochę się zabawili i dziś nie mieli nastroju do nauki. Wracałam właśnie do domu gdy z kieszeni moich spodni można było usłyszeć pierwsze dźwięki piosenki Coldplay- Paradise. Spojrzałam na ekran telefonu, „Niall <3” . Odebrałam a tam cisza.
- Hallo ? Niall, jesteś tam ?
- Tak jestem, przepraszam. Możemy się dziś spotkać ? – zapytał.
- No nie wiem. Chyba nie będę mieć czasu. – odparłam smutno.
- Ale to bardzo ważne, nie znajdziesz na serio chwili ?
- No dobrze. To bądź za pół godziny w kawiarni na Water Street.
- Ok, do zobaczenia.
- No pa.
Dziwna rozmowa. Ciekawe o co mu mogło chodzić. Niby co takiego ważnego. No ale niedługo się dowiem. – pomyślałam wchodząc do domu. Alexa jeszcze nie było. Dziś wróci późno bo ma jeszcze dodatkowe zajęcia z rysunku i gitary. Mój braciszek odziedziczył duszę artysty po mamie. Moja rodzicielka była malarką, choć pomagała też u taty w firmie. Weszłam do kuchni, wstawiałam do mikrofalówki kurczaka i nastawiłam wodę. Z gotowym obiadem i herbatą udałam się na kanapę. Włączyłam telewizję i zostawiłam na jakimś programie muzycznym. Właśnie leciała jakaś szybka piosenka. Spojrzałam kogo to i mnie zamurowało. Na dole ekranu było napisane jak byk, „One Direction-One way or another” . No nie spodziewałam się że chłopaki śpiewają taką muzykę, ale spodobała mi się. Oglądając teledysk nie mogłam powstrzymać śmiechu. Niall pod prysznicem, Zayn w łóżku, Lou z Liamem na lotnisku, potem chłopaki w Afryce, Japoni etc. To wszystko było przezabawne. Kiedy piosenka się skończyła prowadząca program powiedziała, że to nowy kawałek popularnego boysbandu. Że członkowie 1D nagrali sami ten klip, a pieniądze przeznaczone na profesjonalny teledysk przekazali na cele charytatywne w ramach Red Nose Day. To takie urocze- pomyślałam. Spojrzałam na zegarek i…
- Cholera.. Zaraz się spóźnię. – zawołałam sama do siebie. 
Zabrałam telefon, portfel oraz słuchawki i wyszłam z domu. Po jego zamknięciu biegiem rzuciłam się w kierunku umówionego miejsca. Kiedy tam dotarłam, Niall już był.

- Hej. – przywitałam się i pocałowałam chłopaka w policzek.
- No cześć. – odpowiedział chłopak. – Zamówiłem nam po kawie i ciastku. Zaraz powinny być.
- Spoko. Powiesz mi o czym chciałeś pogadać ? – zapytałam.
- No dobrze. Boję się tego jak zareagujesz. – zatrzymał się. – Ash… bo ja wyjeżdżam.
- Ooo.. A gdzie się wybierasz ? – zapytałam z uśmiechem, źle rozumiejąc jego słów.
- Do Irlandii.
- Ale fajnie. Wreszcie spotkasz się z rodziną. – zawołałam uradowana wiedząc jak bardzo Niall za nią tęskni. – A jak długo tam zostajesz ?
- Chyba mnie nie zrozumiałeś. Ash, ja się wyprowadzam do Irlandii. Dziś powiedziałem chłopakom że odchodzę z zespołu i wracam do rodzinnego Mullingar.- nie powiem że mnie zaskoczyły te słowa.
- Aaa. No to jeżeli podjąłeś taką decyzję, ja nie mam przecież nic do gadania. – odparłam i sztucznie się uśmiechnęłam.
- Nie masz mi tego za złe, że Cię zostawiam ? – zapytał zdziwiony.
- Nie mogę . Przecież nie jesteśmy razem, możesz robić co chcesz. Cieszę się że wreszcie nie będziesz tak cierpiał z powodu tęsknoty za rodziną. – powiedziałam przybierając maskę szczęścia, a tak naprawdę skręcało mnie od środka. Właśnie wtedy gdy ja byłam pewna swoich uczuć on musiał podjąć taką decyzję. Moje serce krwawiło. – To kiedy wyjeżdżasz ?
- Prawdopodobnie w poniedziałek. Muszę obgadać jeszcze parę spraw z menadżerem i chłopakami. – odparł chłopak. – Nie przypuszczałem że tak zareagujesz. Myślałem że będziesz smutna.
- Ale czemu miałabym być smutna ? Będziesz blisko rodziny, prawda ? Będziesz szczęśliwy to i ja będę. – powiedziałam mu. Po części to była prawda. Będę szczęśliwa bo Niall nie będzie już musiał tęsknić za bliskimi, ale z drugiej strony ja będę cierpieć. Przywiązałam się do niego, a teraz on mnie zostawia. – Ja już będę lecieć w takim razie. Muszę się wziąć wcześniej za naukę. – odparłam i nie czekając na odpowiedź chłopaka wybiegłam z kawiarni, zostawiając tam oszołomionego Nialla.

Czułam już na policzkach mokre łzy. Musiałam dać upust emocjom. Nie rozumiałam, czemu teraz ? Czemu to musiało się stać ? Dlaczego to znowu mnie musi coś takiego spotkać ? Zadawałam sobie te pytania. Znów ktoś ode mnie odchodzi, ktoś na kim mi bardzo zależy. Nie rozumiałam swojego życia. Dobiegłam do parku i usiadłam na jednej z ławek. Nie przejmowałam się tym jak wyglądam i tym, że ludzie patrzą na mnie jak na głupią. Siedziałam i płakałam, aż nie przeszkodził mi w tym jakiś chłopak.
- Coś się stało ? – zapytał.
- No chyba nie twój interes koleś. – odpowiedziałam oschle.
- Chłopak ? Wiem co Ci może pomóc. – powiedział z cwanym uśmiechem i podał mi dilerkę z jakimś białym proszkiem. – Możesz wciągnąć, zjeść lub wetrzeć w dziąsła.
- Odpierdol się ode mnie. – nawrzeszczałam na niego.
- Oj nie tak ostro. Spróbuj, mówię Ci, to pomaga. – nie poddawał się. Chwilę się zastanawiałam, a po chwili wzięłam od niego torebeczkę.
- Co chcesz za to ? – zapytałam chowając mój „lek” do kieszeni.
- Nic nie chcę. Potem najwyżej zdobędę nowego klienta. Jak coś znajdziesz mnie tu codziennie po 15. – odparł i odszedł.
Dziwny koleś – pomyślałam. Zastanawiałam się czy chcę to wziąć. Może na serio mi pomoże. Podniosłam się z ławki i wyjęłam telefon z kieszeni. Taa. 30 nieodebranych połączeń. 15 od Nialla, 7 od Liama, 3 od Johna i 5 od Emmy. Wyłączyłam komórkę aby uniknąć kolejnych połaczeń i wiadomości. Chowając ją z powrotem do kieszeni udałam się w kierunku domu.

Kiedy weszłam do mieszkania, zaszłam do kuchni wziąć butelkę wody i pobiegłam na górę do swojego pokoju. Miałam tu dziś ogarnąć, ale jakoś nie mam ochoty. Rzuciłam na biurko wszystko z kieszeni wraz z narkotykami i położyłam się na łóżku. Trochę pomyślałam i wstałam kierując się do łazienki. Z szafki wyjęłam żyletkę i wróciłam do pokoju. Zanim z powrotem usiadłam na łóżku zgarnęłam z biurka ten proszek. Położyłam wszystko na łóżku i usiadłam z boku. Na początek zrobiłam sobie jedną ścieżkę. Po kilku próbach wciągnęłam całą, ale nic nie poczułam, więc wciągnęłam dwie kolejne opróżniając całą dilerkę. Po chwili wzięłam do ręki żyletkę. Zrobiłam kilka cięć, już miałam robić głębsze kiedy usłyszałam zgrzyt charakterystyczny dla przekręcania klucza w zamku. Zamarłam…
________________________________________________________________________

Dodaję mimo tego, że nie było tych 5 komentarzy. Ale nie chciałam dłużej trzymać w niepewności kilku osób. ;3 Stwierdziłam że rozdziały będą się pojawiać dwa razy w tygodniu (tj. środa i niedziela). Nie ma sensu częściej. :) Mam nadzieję, że tak wam pasuje, a rozdział wam się spodoba. ^^ 
Buźka. x

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

2 komentarze:

  1. ładnie ładnie, awww i długi rozdział. zaczynam od 9 ale nadrobie szybko reszte :) bd zagladac tu czesciej :)
    zajrzysz do mnie? :)
    szmaragdowytalizman.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję. ;3 za chwilę pojawi się nowy rozdział. :)
    u ciebie jestem regularnie i czekam na kolejne części. xx

    OdpowiedzUsuń